poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział VIII



        Wpatruję się w wiadomość z mieszanymi uczuciami, może nawet ze sporą dawką obojętności. Jednak to, co zobaczyłam po jej otworzeniu, bardzo mnie zaskoczyło. „Zakochuję się w twoich oczach, ale one jeszcze mnie nie znają”. To chyba jakieś jaja. Poza tym mam nieodparte wrażenie, że skądś kojarzę ten tekst. Chociaż, czy to ważne? Pewnie jakiś desperat zaczepił kogoś w parku i próbuje poderwać go na pierwszy lepszy tekst ze słodkiej pioseneczki. A przecież niewiele trzeba, żeby pomylić jedną cyfrę w numerze. Przez chwilę rozmyślam nad tym, czy powinnam odpisać, czy po prostu wzruszyć ramionami i dalej wypełniać papierki. Odblokowuję telefon zanim zdążę się rozmyślić i wysyłam nieznajomemu standardowe pytanie – czy my się w ogóle znamy? Po wysłaniu wiadomości wracam do dokumentów nie dopuszczając do siebie myśli, jak bardzo nie mogę doczekać się odpowiedzi.

***

- Czy ty… do kogo… - nawet nie wiem o co dokładnie chcę zapytać.
        Czuję, jak krew najpierw odpływa mi z twarzy, a później wraca tam dwa razy szybciej. W mojej głowie kłębią się setki pytań i myśli. Kim może być ta biedna dziewczyna z której ten idiota robi sobie żarty? A może on po prostu robi sobie żarty ze mnie, a tajemnicza „ona” to po prostu jakaś znajoma Murray’a, która właśnie w tym momencie siedzi u siebie w mieszkaniu i wiedząc o całej akcji śmieje się do  łez? Wściekle patrzę kuzynowi w oczy, a on wyciąga się na krześle z triumfalnym uśmiechem na twarzy. Wygląda na niezmiernie zadowolonego z siebie, więc opcja z zaplanowanym żartem raczej odpada, a to niespecjalnie mi się nie podoba. Chyba wolałbym, żebym to ja był ofiarą dowcipu, a nie ktoś, kogo prawdopodobnie znam co najwyżej z widzenia. Murray zabiera głos zanim ja zdążam zebrać myśli i złożyć je w przynajmniej jedno logicznie brzmiące pytanie.
- Tak, wysłałem do niej sms-a. Nie, nie powiem ci kto to, więc nawet nie proś. Tak, powiedzmy, że ją znasz. Nie, ja w gruncie rzeczy nawet nie za bardzo wiem jak wygląda, za to mogę się założyć, że gdybyś wiedział do kogo właśnie napisałeś coś, za co połowa dziewczyn na świecie dałaby się pokroić, to mógłbyś bez zająknienia dokładnie opisać jej wygląd. I znając życie, to w ciągu ostatniego miesiąca napisałeś o niej dwa albumy – przewraca oczami i parska śmiechem.
- Czyj to numer? – cedzę przez zęby.
- Przejmujesz się tym tak, jakbyś się już domyślał. Ale byłbym zawiedziony, bo wiem, że będziesz próbował dowiedzieć się kto to. To może być całkiem zabawne – mówi i lekko się śmieje. Doprowadza mnie tym do szału.
        Bez słowa rzucam mu ostatnie wściekłe spojrzenie i gwałtownie wstaję ze swojego miejsca. Mijając Lucy wciskam jej banknot do ręki, całuję ją w policzek i rzucam krótkie:
- Dzięki za herbatę. Niedługo wpadnę pogadać.
        Mroźne grudniowe powietrze brutalnie uderza mnie w twarz, kiedy otwieram przed sobą drzwi. Zapinam kurtkę pod szyję i naciągam kaptur na głowę. Dociera do mnie, że z zaskoczenia nawet nie zobaczyłem co Murray do „niej” napisał. „Zakochuję się w twoich oczach, ale one jeszcze mnie nie znają”? Moja własna piosenka? Kręcę głową z dezaprobatą i zdumieniem. On chyba naprawdę zdurniał. Ułamek sekundy po tym, jak blokuję telefon, przychodzi do mnie sms. Biorę głęboki oddech i odblokowuję go z powrotem. „Przepraszam, czy my się w ogóle znamy?”. No tak, jasne. I co ja mam jej odpisać? Że ktoś mi powiedział, że kiedyś się widzieliśmy i uznał to za świetny powód do zatrucia jej życia? Świetnie, naprawdę idealnie. Zmarzniętymi palcami trzy razy zmieniam treść krótkiej i, wydawałoby się, krótkiej do napisania wiadomości. W końcu wysyłam ostateczną wersję i natychmiast tego żałuję. Jestem niemal pewny, że właśnie robię z siebie idiotę. Cholera, dlaczego ja się tak tym przejmuję? Ponownie wzdycham i powoli to wszystko analizuję. Może Murray ma trochę racji? Może to faktycznie może być całkiem zabawne? W końcu jeszcze nie tak dawno temu zastanawiałem się co mam ze sobą zrobić, a taka „znajomość” może być właśnie tym, co wyrwie mnie z bezczynności. Wzruszam ramionami i zaczynam iść szybciej. Mój oddech zamienia się w białą mgiełkę, a ja wciskam ręce głębiej w kieszeni. W prawej dłoni kurczowo trzymam telefon, podświadomie czekając na odpowiedź nieznajomej. O ile w ogóle będzie chciała mi odpowiedzieć. Mam nadzieję, że będzie chciała.

***

        Omal nie zrzucam wszystkich dokumentów z biurka, kiedy mój telefon dość głośno oznajmia mi nadejście nowej wiadomości. Jestem niesamowicie rozczarowana kiedy okazuje się, że to tylko operator płata mi okrutne figle. Niech was szlag, oferty specjalne! Ciekawe, czy przysługiwałoby mi odszkodowanie, gdybym kiedyś przez taką wiadomość dostała zawału. Zastanawiam się na co ja tak właściwie czekam? Jeszcze chwilę temu  przekonywałam samą siebie, że to pomyłka – przekonywałam, a przecież od początku powinnam być tego pewna. Myślę z przekąsem, że to jest właśnie efekt uboczny braku jakiegokolwiek życia towarzyskiego. Dostajesz wiadomość od jakiegoś nieznajomego i bum! Zaraz jesteś w friendzone! Uśmiecham się do siebie z przekąsem. Może faktycznie należałoby zacząć wychodzić do ludzi? Może to i niezbyt atrakcyjna myśl, ale pomimo wszystko zestarzenie się samej w bujanym fotelu i papierkami po czekoladkach wepchniętymi pomiędzy poduszki wydaje się jeszcze gorsze.
        Z sieci ponurych myśli o mojej przyszłości wyciąga mnie kolejny dźwięk przychodzącego sms-a. Przyznaję, że jeżeli i tym razem to jakaś nieistotna informacja, to będę zła. Naprawdę zła. Teraz jest to jednak to, czego - niech już będzie, przyznam się – oczekiwałam. To jak, wiem kim jesteś? – myślę otwierając wiadomość. Czytam ją dwukrotnie i dalej nie wiem nic o tym, co łączy mnie z moim rozmówcą. On zresztą też zdaje się tego nie wiedzieć. Nie powinno mnie to bawić i nie wiem dlaczego to robię, ale siedzę na fotelu za biurkiem zawalonym papierami i chichoczę do ekranu smartfona. „Tak właściwie, to sam nie wiem. Mój kuzyn wziął skądś Twój numer i wysłał do Ciebie wiadomość. Mówi, że się znamy. Nieważne, nie musisz odpisywać”. Marne tłumaczenie. Wybitnie marne. Skąd niby mielibyśmy się znać? I jak on może nie wiedzieć czyje numery ma w telefonie? Hm, może po prostu nie wszyscy lubią pilnować swoich rzeczy. Chociaż, przypominając sobie wieczór przed koncertem… Wybaczam ci to, nieznajomy. Zwracam honor. Pod względem trzymania telefonu przy sobie też nie jestem święta. Ale kuzyn? Serio? Kręcę głową z niedowierzaniem. Myśl o koncercie wskazała mi skąd znam tekst który zawierał pierwszy sms. No tak, po tylu latach znoszenia Claire powinnam wiedzieć to od razu. Odpisuję, na przekór jego prośbom. „Nie ma sprawy, z kuzynami już tak jest. Przekaż mu ode mnie, że nie każda dziewczyna leci na słodkie piosenki Eda Sheerana. Nie każda x”.

~~~~
Kącik dedykacji! : P dla Dominiki, bo nikt jej nie kocha i jej największym marzeniem jest dostać dedykację. Mam nadzieję, że teraz czujesz się odrobinę bardziej fajna. Nigdy Cię nie kochałam, bękarcie xx (P.S., wcale nie jesteś fajna). No i dla Martyny, za to że zawsze jesteś kiedy Cię potrzebuję, za to że zastąpiłaś mojego korektora i kocham cię najbardziej na świecie.

No to teraz już do rzeczy - znów piszę to samo: miało być więcej, a wyszło jak zawsze : P niby wakacje to odpoczynek, ale w moim przypadku to ciągłe wyjazdy moje i przyjazdy rodziny - i znajdź tu człowieku czas na pisanie! Uwierzcie, że staram się jak mogę, żeby rozdziały były jak najczęściej xx

5 komentarzy:

  1. He
    Hehe
    Kc <3
    Ps. To ja jestem fajna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. genialne!!! zapraszam również do mnie http://truskawka1102.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest genialne *0* Czekam na więcej! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy będziesz jeszcze pisać te "książkę" bo strasznie mnie ciekawi co bedzie dalej...To jest poprostu super napewno gdybyś wydała to jako książkę to kupiłabym NA 100 % <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejciu, dziękuję! ❤ nie mam w planach przestać pisać, bardzo to lubię i chciałabym pisać więcej, ale niestety czas : ( w każdym razie staram się jak mogę ❤

      Usuń