Mijają dni, a one zamieniają się
w kolejne tygodnie. Żadne z nas nigdy nie spytało drugiego o to skąd jest, ile
ma lat. Mało tego, jesteśmy na tym etapie znajomości, na którym wiemy co każde
z nas je na śniadanie, ale nigdy nie odczuliśmy potrzeby zapytania się
wzajemnie o imię. Bo czyż nie ma rzeczy ważniejszych niż to, co mamy wpisane w
dokumentach? Nasza znajomość nie przeniosła się nigdzie - ani na Twittera, ani
na Facebooka. Kiedy sobie o tym uświadamiam wysyłam mu wiadomość. Czy ktoś wie
o tym, że od tygodni wymienia SMS-y z kimś, kogo nie zna nawet z imienia?
Odpowiedź przychodzi niemal natychmiast, jak zwykle. Zadziwiające jest to, że
nie ważne o której godzinie do niego piszę, odpowiedź zawsze przychodzi po paru
chwilach. Zaprzecza, nikomu nie powiedział. A ja mu wierzę. Czy to głupie, że
ufam mu na podstawie wiadomości? O, na pewno. Jeszcze głupsze jest to, że
uważam go za... przyjaciela. Czuję, że mogę powiedzieć mu wszystko. Nie
dlatego, że nawet gdyby pokazał komuś moje tajemnice, to nikt nie wiedziałby,
że to ja. Ufam mu dlatego, że czuję, że jest tego wart. Nawet jeżeli niedługo
ktoś powie mi, że mam coś z głową. I bez jego pomocy wiem, że to prawda.
Uwielbiam te dni, kiedy rano zwabiona słońcem idę do pracy na piechotę, a kiedy z niej wychodzę, spada na mnie kurtyna deszczu. Nie mam innego wyjścia, więc wzdycham i rozchlapując kałuże na chodniku wyruszam w drogę powrotną. Kiedy uświadamiam sobie, że nie mam nawet co zjeść na obiad, jestem już przemoczona do suchej nitki. Od razu po przekroczeniu progu sklepu wyciągam z kieszeni telefon. Mogę powiedzieć, że ten chłopak stał się moim uzależnieniem. Prycham śmiechem na myśl, że "normalni" ludzie uzależniają się od papierosów czy alkoholu, a moją obsesją jest zatruwanie życia Bogu ducha winnego faceta. Nie biorę koszyka bo czuję, że to jeden z tych dni, kiedy szczytem moich możliwości kulinarnych jest rozmrożenie pizzy. Znam ten sklep na pamięć, bo znajduje się pięć minut od mojego mieszkania, więc kieruję się w stronę zamrażarek wbijając twarz w ekran telefonu i próbując napisać wiadomość o tym, jak głębokim uczuciem darzę tutejszą pogodę. Nie zdążam jednak jej wysłać, bo wpadam kogoś z całym impetem. Odbijam się od mojej ofiary i słyszę dźwięk upadającego telefonu. Mój cały czas mocno trzymam w dłoni, więc musi to być urządzenie kogoś, kto na pewno ma mnie teraz za niesamowitą niezdarę. Nie patrząc mu w twarz rzucam się po jego nowiutkiego iPhone'a. Całość mojej akcji ratunkowej trwa góra półtorej sekundy, więc nie daję nieznajomymi nawet cienia szansy na uratowanie swojego cacka samodzielnie. W końcu to ja w niego weszłam, więc czuję się zobowiązana pozbierać jego rzeczy. Jego telefon upadł ekranem do góry, więc kiedy go łapię moje serce na chwilę przestaje bić. I jest to jak na razie najdłuższa chwila całego mojego życia. Jakie było prawdopodobieństwo, że w ponad ośmio-milionowym mieście, w niewielkim markecie, dziesięć kroków od mojej kochanej lodówki z pizzą, podniosłam właśnie ten telefon, który należy do mojego anonimowego rozmówcy? Jak to możliwe, że klęczę teraz na brudnych, mokrych od padającego na zewnątrz deszczu sklepowych kafelkach i z otwartą buzią czytam konwersację z samą sobą? Tkwiłam w szoku o ułamek sekundy za długo. Nie widzę tego ale wiem, że ON właśnie klęknął koło mnie.
- Przepraszam panią, zagapiłem się w telefon, wszystko okay? – dźwięk jego głosu włącza alarm w mojej głowie. Pomimo tego wciąż jestem zbyt zszokowana, żeby połączyć głos z konkretną osobą.
Podnoszę głowę w tym samym momencie, kiedy uświadamiam sobie że dalej trzymam jego telefon w dłoni, więc wyciągam ją w jego kierunku. Mój wzrok przenosi się od ekranu iPhone'a na jego twarz. A wtedy nie wiem, czy powinnam zemdleć, zwymiotować, czy po prostu uciekać zanim sytuacja się pogorszy. O ile może być gorzej. Bladą twarz zakrytą mokrym kapturem bluzy otaczają rude włosy, w których przy najmniejszym ruchu tańczą złote refleksy. Mój wzrok wędruje od parodniowego zarostu, przez usta, z których przestały płynąć przeprosiny, do błękitnych tęczówek jego oczu, skrytych za szkłami okularów, które rozszerzają się po nawiązaniu kontaktu z moimi.
Poznał mnie.
Pamięta mnie.
Cholera.
Uwielbiam te dni, kiedy rano zwabiona słońcem idę do pracy na piechotę, a kiedy z niej wychodzę, spada na mnie kurtyna deszczu. Nie mam innego wyjścia, więc wzdycham i rozchlapując kałuże na chodniku wyruszam w drogę powrotną. Kiedy uświadamiam sobie, że nie mam nawet co zjeść na obiad, jestem już przemoczona do suchej nitki. Od razu po przekroczeniu progu sklepu wyciągam z kieszeni telefon. Mogę powiedzieć, że ten chłopak stał się moim uzależnieniem. Prycham śmiechem na myśl, że "normalni" ludzie uzależniają się od papierosów czy alkoholu, a moją obsesją jest zatruwanie życia Bogu ducha winnego faceta. Nie biorę koszyka bo czuję, że to jeden z tych dni, kiedy szczytem moich możliwości kulinarnych jest rozmrożenie pizzy. Znam ten sklep na pamięć, bo znajduje się pięć minut od mojego mieszkania, więc kieruję się w stronę zamrażarek wbijając twarz w ekran telefonu i próbując napisać wiadomość o tym, jak głębokim uczuciem darzę tutejszą pogodę. Nie zdążam jednak jej wysłać, bo wpadam kogoś z całym impetem. Odbijam się od mojej ofiary i słyszę dźwięk upadającego telefonu. Mój cały czas mocno trzymam w dłoni, więc musi to być urządzenie kogoś, kto na pewno ma mnie teraz za niesamowitą niezdarę. Nie patrząc mu w twarz rzucam się po jego nowiutkiego iPhone'a. Całość mojej akcji ratunkowej trwa góra półtorej sekundy, więc nie daję nieznajomymi nawet cienia szansy na uratowanie swojego cacka samodzielnie. W końcu to ja w niego weszłam, więc czuję się zobowiązana pozbierać jego rzeczy. Jego telefon upadł ekranem do góry, więc kiedy go łapię moje serce na chwilę przestaje bić. I jest to jak na razie najdłuższa chwila całego mojego życia. Jakie było prawdopodobieństwo, że w ponad ośmio-milionowym mieście, w niewielkim markecie, dziesięć kroków od mojej kochanej lodówki z pizzą, podniosłam właśnie ten telefon, który należy do mojego anonimowego rozmówcy? Jak to możliwe, że klęczę teraz na brudnych, mokrych od padającego na zewnątrz deszczu sklepowych kafelkach i z otwartą buzią czytam konwersację z samą sobą? Tkwiłam w szoku o ułamek sekundy za długo. Nie widzę tego ale wiem, że ON właśnie klęknął koło mnie.
- Przepraszam panią, zagapiłem się w telefon, wszystko okay? – dźwięk jego głosu włącza alarm w mojej głowie. Pomimo tego wciąż jestem zbyt zszokowana, żeby połączyć głos z konkretną osobą.
Podnoszę głowę w tym samym momencie, kiedy uświadamiam sobie że dalej trzymam jego telefon w dłoni, więc wyciągam ją w jego kierunku. Mój wzrok przenosi się od ekranu iPhone'a na jego twarz. A wtedy nie wiem, czy powinnam zemdleć, zwymiotować, czy po prostu uciekać zanim sytuacja się pogorszy. O ile może być gorzej. Bladą twarz zakrytą mokrym kapturem bluzy otaczają rude włosy, w których przy najmniejszym ruchu tańczą złote refleksy. Mój wzrok wędruje od parodniowego zarostu, przez usta, z których przestały płynąć przeprosiny, do błękitnych tęczówek jego oczu, skrytych za szkłami okularów, które rozszerzają się po nawiązaniu kontaktu z moimi.
Poznał mnie.
Pamięta mnie.
Cholera.
***
Po tylu latach ciągłego bycia w
trasie, niemalże codziennego dawania koncertów, po nocach spędzonych w studiu,
przez pewien czas ciężko mi jest zacząć być po prostu normalnym człowiekiem.
Nie pomaga mi w tym to, że większość mojego czasu spędzam na odpisywaniu na
wiadomości. A tym razem nie są to maile od osób które chciałyby ze mną
współpracować, nie są to nawet SMS-y od Stu. Oczywiście dalej muszę na nie
odpowiadać, ale większą część dnia odpisuję dziewczynie, której nawet nie znam.
To by było na tyle z bycia kimś normalnym. Na początku odpisywałem, bo moja
nowa znajoma mnie zaintrygowała. Zna moje piosenki, ale najwidoczniej uważa
mnie za palanta. Może nawet ma trochę racji? Później chyba zacząłem się do niej
przywiązywać. W świecie, w którym każdy cię zna i jest gotowy wbiec pod
autobus, byle tylko dostać twój autograf na kołnierzyku powoli przestajesz
wierzyć, że możesz poznać kogoś nowego i nie być postrzeganym przez pryzmat
tego, co mówią o tobie w mediach. A jeżeli ona mnie nie zna, to czy nie mogę
porozmawiać z nią szczerze, jak równy z równym?
Nie mam na dzisiaj żadnych planów, a siedzenie w domu całymi dniami zaczyna mnie przytłaczać. Dlatego idę teraz przez zimne, zatłoczone londyńskie ulice. Idę przed siebie, bez celu. Idę martwiąc się tylko o to, czy uda mi się pozostać tylko anonimowym człowiekiem wśród tłumu. Idę chłonąc muzykę, jaką tworzy miasto. Nie zauważam, kiedy zaczyna padać deszcz. Wynurzam się z własnych myśli, kiedy czuję, że mój kaptur zrobił się ciężki od wody, a delikatna mżawka zdążyła zamienić się w ulewę. Bez namysłu wchodzę do pierwszego lepszego sklepu z nadzieją, że deszcz chociaż odrobinę zelżeje. Nie wiem nawet dokładnie w jakiej części miasta jestem, ale wydaje mi się, że zdążyłem przejść już spory kawałek. Nie przyszedłem tu na zakupy, więc snuję się po prostu pomiędzy regałami. W pewnym momencie wyciągam telefon z zamiarem ponarzekania trochę na angielską pogodę. Ledwo co otwieram okno wiadomości, czuję, jak ktoś z impetem we mnie wpada. Wszystko dzieje się w sekundę. Telefon mi wypada, dziewczyna, która we mnie wpadła, schyla się po niego, a ja zalewam ją przeprosinami. Klękam koło niej, a kiedy na mnie patrzy, wyraz jej twarzy przechodzi z szoku na przerażenie. Przez myśl przemyka mi pytanie o to, co wywołało u niej taką reakcję. Później reaguję tak samo, bo dociera do mnie, że ją znam. I chyba znam ją lepiej, niż kiedykolwiek chciałem.
Nie mam na dzisiaj żadnych planów, a siedzenie w domu całymi dniami zaczyna mnie przytłaczać. Dlatego idę teraz przez zimne, zatłoczone londyńskie ulice. Idę przed siebie, bez celu. Idę martwiąc się tylko o to, czy uda mi się pozostać tylko anonimowym człowiekiem wśród tłumu. Idę chłonąc muzykę, jaką tworzy miasto. Nie zauważam, kiedy zaczyna padać deszcz. Wynurzam się z własnych myśli, kiedy czuję, że mój kaptur zrobił się ciężki od wody, a delikatna mżawka zdążyła zamienić się w ulewę. Bez namysłu wchodzę do pierwszego lepszego sklepu z nadzieją, że deszcz chociaż odrobinę zelżeje. Nie wiem nawet dokładnie w jakiej części miasta jestem, ale wydaje mi się, że zdążyłem przejść już spory kawałek. Nie przyszedłem tu na zakupy, więc snuję się po prostu pomiędzy regałami. W pewnym momencie wyciągam telefon z zamiarem ponarzekania trochę na angielską pogodę. Ledwo co otwieram okno wiadomości, czuję, jak ktoś z impetem we mnie wpada. Wszystko dzieje się w sekundę. Telefon mi wypada, dziewczyna, która we mnie wpadła, schyla się po niego, a ja zalewam ją przeprosinami. Klękam koło niej, a kiedy na mnie patrzy, wyraz jej twarzy przechodzi z szoku na przerażenie. Przez myśl przemyka mi pytanie o to, co wywołało u niej taką reakcję. Później reaguję tak samo, bo dociera do mnie, że ją znam. I chyba znam ją lepiej, niż kiedykolwiek chciałem.
~~~~
Wielki (?) powrót! Mogę się zasłaniać tylko szkołą, liceum plastyczne nie wybacza : P przepraszam za tak długą przerwę. Wena wróciła i mam nadzieję, że szybko nie ucieknie! Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu : )
No nareszcie! Już myślałam, ze się nie doczekam kolejnego rozdziału :c Pisz częściej! Więcej podróżuj tramwajami, ale pisz! ❤
OdpowiedzUsuńSuper ff. Pisz jak najczęściej możesz, nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału
OdpowiedzUsuńOh moja Igabelo (kręci z politowaniem głową )
OdpowiedzUsuńOpowiadanie jest ... Lekkie
Nie zobowiązujące, przyjemnie się czyta
Wyłapałam kilka błędów, ale sama wiem z doświadczenia że te diabły same się wkręcają na chama xD w tekst
Ale wracając ...
Trochę przykre jest to że zbytnio skupiasz się na oczywistych czynnościach - to troszkę przymulające ;/ oraz na głównym wątku przez co jest zbytnio przewidujący
Moja rada to rozbudowanie opisów emocjonalnych oraz wprowadzenie więcej epizodów ( a taka mała sugestia)
sorki od chodzenia do LP zapomniałam już co to pochwała wiesz z resztą o co chodzi ;) a więc trza to nadrobić:
WELL ostatnie 2 rozdziały zrobiły się serio ciekawe ^.^
trzymaj tak dalej a może następnym razem nie wylądujesz na podłodze gdy ukradnę ci kołdrę (LOL śmieję się na samo wspomnienie)
Jak będziesz grzeczną świnią to oddam co swoją nutelle ;*