niedziela, 14 czerwca 2015
Rozdział VI
Mam wrażenie, że mijają całe wieki. Widzę opadającą klamkę i prawie dostaję przy tym zawału. Ed otwiera szeroko drzwi i obdarza nas jednym z szerokiej gamy swoich uśmiechów. Dziękuje ochroniarzowi i gestem zaprasza nas do środka. Nie daję nikomu dojść do słowa.
- Niech zgadnę, chodzi o mój telefon? – pytam i domyślam się, że już jestem zarumieniona.
- Nie, to znaczy tak… wypadł ci, chciałem… - nie dokańcza zdania, bo wchodzę mu w słowo.
- Nie obchodzi mnie co chciałeś, możesz po prostu go oddać i pozwolić mi wrócić do domu? – wyrzucam z siebie jednym tchem. Ed i Claire patrzą na mnie wielkimi oczami. –Ja… ja przepraszam, jestem zmęczona… mógłbyś? – pytam cicho i wbijam wzrok w podłogę.
- Hm… jasne – wkłada rękę do kieszeni i wyciąga z niej moją komórkę. – Wszystko w porządku? – patrzy na mnie zmartwionym wzrokiem.
- Tak, to był po prostu długi dzień… - mówię coraz ciszej i zastanawiam się, czy w ogóle rozumieją co mówię. Odbieram od Eda telefon. On jednak mnie słyszy i kiwa ze zrozumieniem głową.
- Chciałem jeszcze chwilę porozmawiać, ale jeżeli wolałabyś już pójść… - wzdycha, a ja kątem oka widzę zszokowaną minę Claire. – Odprowadzę was – uśmiecha się smutno. Chyba jednak naprawdę jest dobrym aktorem, bo naprawdę wygląda na zaniepokojonego moim zachowaniem.
W milczeniu idziemy w kierunku wyjścia z hali. Wydaje mi się, że Ed zna ten budynek jak swoje własne mieszkanie, bo bez wahania skręca w różne korytarze. Claire prawie wchodzi mu w plecy. Cieszę się, że żadne z nich nie ma ochoty zacząć rozmowy. Zatrzymujemy się w miejscu z którego nikt nie może nas zobaczyć, ale stoimy całkiem blisko głównego wyjścia. Podnoszę wzrok i przez chwilę nasze spojrzenia się spotykają, więc znów go opuszczam. Nie wiem dlaczego, ale nie chcę patrzeć w niebieskie oczy Eda.
- No, to tutaj się chyba żegnamy – na jego twarzy znowu pojawia się smutny uśmiech.
Nawet nie zdąża skończyć tego zdania, a moja siostra już mocno go przytula. Chwilę to trwa, zanim Claire odkleja się od niego z uśmiechem ukradkiem ocierając łzy. Ed spogląda na mnie pytająco, a ja kiwam głową. Wstrzymuję oddech i delikatnie go przytulam. Mi puszczenie rudowłosego nie zajmuje nawet w części takiej ilości czasu jaki zajęło to siostrze.
- Miło mi było panie poznać – mówi, a Claire chichocze. Wydaje mi się, że widziałam dziwny błysk w jego oczach. Słabo się uśmiecham i pochylam głowę.
Nie mam nawet szansy żeby cokolwiek odpowiedzieć, bo Ed odwraca się na pięcie i odchodzi w swoją stronę powłócząc lekko nogami. Młoda patrzy za nim z rozdziawioną buzią dopóki nie znika nam z pola widzenia. Wzruszam ramionami, biorę ją za rękę i razem kierujemy się do wyjścia.
Nieco ponad godzinę po wyjeździe spod hali w końcu parkuję auto przed domem i wzdycham z ulgą. Przez całą drogę rozmowa nie chciała się kleić, więc Claire z pasją oddała się oglądaniu zdjęć i filmików z koncertu. Przez cały czas łzy lśniły w jej oczach, a z twarzy nie schodził jej uśmiech. Żałuję, że nie mogę po prostu zachowywać się tak jak ona. Nie wiem co się stało, ale tak naprawdę wcale nie zależy mi na pamiętaniu tego spotkania. Może faktycznie powinnam odstąpić moje miejsce komuś kto przynajmniej by się cieszył. Po wejściu do mieszkania rzucam rzeczy na sofę i rozglądam się za siostrą, ale ta od razu pobiegła do siebie. Nie mam co ze sobą zrobić, więc leniwie kieruję się w stronę sypialni. Zrzucam z siebie ubrania i wbijam się w moją ulubioną piżamę, po czym padam na łóżko wciskając twarz w stos poduszek i wciągam w nozdrza zapach lawendy. Przez głowę przelatują mi wszystkie wydarzenia z dzisiejszego dnia. Wygrana Claire, paczka z ciastkami w jej rękach, gigantyczna kolejka przed halą, Christina, plątanina korytarzy i w końcu błękit jego oczu i dźwięczność jego śmiechu. Wbrew własnej woli przy tym wspomnieniu delikatnie się uśmiecham. Później znów korytarze, suport którego za nic nie mogę sobie przypomnieć, telefon, pierwsze dźwięki strun… moment… telefon! Na śmierć o nim zapomniałam! Zrywam się jak oparzona i padam na kolana przy ubraniach niedbale rzuconych na podłogę. Przetrząsam wszystkie kieszenie po kolei, bo nie pamiętam do której z nich schowałam urządzenie. W końcu go znajduję i z powrotem zwijam się w kłębek na łóżku. Po pierwsze – wiadomości i kontakty. Po drugie – zdjęcia i wszystkie możliwe portale społecznościowe. Mniej więcej pół godziny później jestem pewna, że z żadnej z tych pozycji niczego nie ubyło i – co chyba ważniejsze – niczego nie przybyło. Dochodzi godzina druga w nocy a ja w ogóle nie czuję się zmęczona, więc wracam do punktu „portale społecznościowe”. Facebook, Instagram, Twitter. Nudy, nudy, nudy. Przy przeglądania setki tweedów, które nie wniosły niczego nowego do mojego życia od niechcenia weszłam na profil Eda. Nad linkiem do Instagrama, pewnie ze zdjęciem widowni z tego wieczoru był jeszcze jeden tweet. Tylko jeden.
„Na końcu wszystko będzie okay. Jeżeli nie jest okay to znaczy, że to jeszcze nie koniec x”
Mam nieodparte wrażenie, że miał na myśli mnie. Moje zachowanie faktycznie mogło być trochę… hm… dziwne. Szczególnie wtedy, kiedy z dobrych chęci chciał oddać mi zgubioną komórkę. Przecież wcale nie musiał tego robić, mógł mieć to gdzieś. A jednak chciał ją zwrócić, co więcej – chciał to zrobić osobiście. Nie dał jej ochroniarzowi, żeby mi ją zwrócił, tylko poprosił go, żeby mnie przyprowadził. Lepiej! Chciał jeszcze porozmawiać. Może dlatego, że na właściwym spotkaniu w ogóle się nie odzywałam? Może nie chciał, żebym źle go pamiętała? Zaczynam mieć wyrzuty sumienia. On był naprawdę miły, a ja naskoczyłam na niego jakby co najmniej zabił mi chomika. Albo coś w tym stylu. Robi mi się głupio, bo jak zwykle już na wstępie zrażam do siebie każdego człowieka którego spotkam na swojej drodze. Żałuję, że już nigdy nie będę miała okazji przeprosić go za to jak go potraktowałam. Podczas rozmyślania o tym, ile błędów jestem zdolna popełnić podczas jednego krótkiego spotkania zaczynają mi się zamykać oczy. Emocje powoli ze mnie zeszły i dopiero teraz czuję jak bardzo zmęczył mnie ten dzień. Ostatnie co pamiętam to obraz zawiedzionej i zmartwionej twarzy Eda pod powiekami. Później znów ogarnia mnie zapach lawendy.
***
No i jest! Nie będę się tu za dużo rozpisywać, po prostu zachęcam do czytania i komentowania, opinie bardzo mile widziane! ; )
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jest ekstra supi genialnie! Pisz dalej, z niecierpliwością czekam na nowy rozdział! x
OdpowiedzUsuńDziękuję ♥ teraz w końcu mam sporo wolnego czasu, więc będę pisać kiedy tylko będę mogła : )
UsuńKocham, kocham, kocham to *_* shiaoakalansbdjqpq0
OdpowiedzUsuńDziękuję! ♥
UsuńŚwietne *.* Czekam na kolejny rozdział
OdpowiedzUsuńJejku, dziękuję! ♥ Twój blog jest jednym z tych którym chciałabym dorównać, nie masz pojęcia ile znaczy dla mnie ten komentarz ♥
Usuń